Wygrałem zegarek Timex Ironman w konkursie Netsprint. To moja pierwsza wygrana w życiu, więc jestem z siebie dumny :).
Zasady konkursu są proste - rejestrujesz się, korzystasz z Netsprinta i co tydzień dostajesz jakieś zadanie/pytanie do wykonania/odpowiedzenia. Ja dostałem tydzień temu coś takiego:
Znajdź i prześlij imię i nazwisko znanej żyjącej obecnie Polki lub Polaka, której popularność mierzona liczbą wyników wyszukiwania jest Twoim zdaniem największa w NetSprint.pl. W rozwiązaniu zadania prosimy również o podanie liczby wyników zwracanych przez NetSprint na tak zadane zapytanie.
Przykladowa odpowiedz: Ewelina Flinta - 91.000 wyników.
Prosimy również o opisanie w maksymalnie 100 slowach w jaki sposob stwierdziłaś/eś, że to właśnie ta osoba.
Chwile się zastanowiłem i wpadłem na to:
Moją odpowiedzią jest:
Lecz Kaczyński
(130000 wyników)A dlaczego?
Bo ich jest dwóch i nikt nigdy nie wie, który to który. Natomiast, oczywiście bez problemu, z rozpoznaniem braci Kaczyńskich radzi sobie Netsprint, który po wpisaniu frazy 'kaczyński' pokazuje dwukrotnie większą liczbę (260000), niż w przypadku jednego z braci.
Nie ma to jak się podlizywać :D. Jestem debeściak - nie ma co :P.
Pewnie ktoś już to widział, ale ja trafiłem na to poraz pierwszy :D.
Jak znajdę chwilę wolnego czasu, to poczytam to co tam nabazgrali :D Ale LOLa zaliczyłem :).
Tak w ogóle, to zna ktoś angielskie odpowiedniki naszego badzIEwia, wIEśniackiej przeglądarki, czy jak to jeszcze ładnie piszą? Bo się zastanawiałem jak nazwać tę notkę i nic mi do głowy nie przyszło, a jestem pewien, że gdzieś słyszałem jakąś fajną nazwę dla IE.
Mam głupie wrażenie, że sam często mam 'pedalskie opisy' ;]. Ale co tam ;]?!
Mój tata miał wczoraj urodzinki, więc razem z mamą i siostrą postanowiliśmy mu kupić jakiś koncert na DVD. Rogera Watersa (Pink Floyd) już ma, tak samo Stinga i teraz przyszedł czas na Genesis. Po poszukiwaniach zdecydowalem się na Live at Wembley Stadium.
Osobiście miałem drobne obawy co do tego, czy płyta się spodoba. Nie słucham Genesis, więc nawet nie potrafiłem ocenić, czy to fajne kawałki są na płycie, ale nie za bardzo miałem wybór.
Na szczęście - wszystko było ok. Mój tata oglądając koncert świetnie się bawił, co mnie bardzo ucieszyło :).
Cała płyta zaczyna się od kawałka Mama, który znam nawet ja :). Mój tata zaczął śpiewać, a ja musiałem przyznać, że kawałek nawet fajny i może szkoda, że nie słucham Genesis.
Następnie leciały już jakieś mniej znane utwory. Właściwie to strasznie przysypiałem i budziłem się tylko co chwilę. Jeden który lepiej pamietam, bo mi się spodobał, to That's all. Po nim jednak usnąłem i obudziłem się dopiero na koniec.
Wieczorem postanowiłem zabrać płytę tacie i przesłuchać ją u siebie. Od razu wrzuciłem Drum Duet, bo zawsze bardzo lubiłem perkusję (sam chciałem grać, ale jakoś nie wyszło) i na dodatek mój tata mówił, że warto (sam grał na perkusji kiedyś).
Przyznać muszę, że nie mogłem oderwać wzroku od Collinsa i Burtona. Pięcio minutowe cudo! Dwie perkusje, dwóch perkusistów z zamkniętymi oczami (co ułatwia grę, ale jest też efektowne) i piękny, trudny technicznie (co nawet ja potrafie docenić) kawałek, trwający aż 5 minut. Trzeba go usłyszeć samemu (i najlepiej zobaczyć), żeby zrozumieć o czym mówie. Nigdy nie sądziłem, że sama perkusja może tak ładnie brzmieć! Cudo.
Z kawałków, które jeszcze mi się bardzo spodobały, to Land of Confusion i Invisible Touch. Od wczoraj przesłuchałem je już z 10 razy i lecą nadal :).
Podsumowując - zakup udany, a ja zaczynam słuchać Genesis jak mój tata. Tylko co ja mu kupie na następne urodziny?! ;] Słuchamy zupełnie tej samej muzyki (dlatego odpadło Areosmith i Pearl Jam) i nie chce kupić czegoś, co będzie tak jakby dla mnie :D.
Chcecie wiedzieć ile można zrobić za pomocą Photoshopa :|?
W ogóle - najśmieszniejsze jest to, że najmniej poprawek zostało wykonanych na obu facetach :D Tzn. poprawek kształtów ciała. To mnie utwierdza w przekonaniu, że jesteśmy lepsi :D.