Genesis - Live at Wembley Stadium

Mój tata miał wczoraj urodzinki, więc razem z mamą i siostrą postanowiliśmy mu kupić jakiś koncert na DVD. Rogera Watersa (Pink Floyd) już ma, tak samo Stinga i teraz przyszedł czas na Genesis. Po poszukiwaniach zdecydowalem się na Live at Wembley Stadium.

Osobiście miałem drobne obawy co do tego, czy płyta się spodoba. Nie słucham Genesis, więc nawet nie potrafiłem ocenić, czy to fajne kawałki są na płycie, ale nie za bardzo miałem wybór.

Na szczęście - wszystko było ok. Mój tata oglądając koncert świetnie się bawił, co mnie bardzo ucieszyło :).

Cała płyta zaczyna się od kawałka Mama, który znam nawet ja :). Mój tata zaczął śpiewać, a ja musiałem przyznać, że kawałek nawet fajny i może szkoda, że nie słucham Genesis.

Następnie leciały już jakieś mniej znane utwory. Właściwie to strasznie przysypiałem i budziłem się tylko co chwilę. Jeden który lepiej pamietam, bo mi się spodobał, to That's all. Po nim jednak usnąłem i obudziłem się dopiero na koniec.

Wieczorem postanowiłem zabrać płytę tacie i przesłuchać ją u siebie. Od razu wrzuciłem Drum Duet, bo zawsze bardzo lubiłem perkusję (sam chciałem grać, ale jakoś nie wyszło) i na dodatek mój tata mówił, że warto (sam grał na perkusji kiedyś).

Przyznać muszę, że nie mogłem oderwać wzroku od Collinsa i Burtona. Pięcio minutowe cudo! Dwie perkusje, dwóch perkusistów z zamkniętymi oczami (co ułatwia grę, ale jest też efektowne) i piękny, trudny technicznie (co nawet ja potrafie docenić) kawałek, trwający aż 5 minut. Trzeba go usłyszeć samemu (i najlepiej zobaczyć), żeby zrozumieć o czym mówie. Nigdy nie sądziłem, że sama perkusja może tak ładnie brzmieć! Cudo.

Z kawałków, które jeszcze mi się bardzo spodobały, to Land of Confusion i Invisible Touch. Od wczoraj przesłuchałem je już z 10 razy i lecą nadal :).

Podsumowując - zakup udany, a ja zaczynam słuchać Genesis jak mój tata. Tylko co ja mu kupie na następne urodziny?! ;] Słuchamy zupełnie tej samej muzyki (dlatego odpadło Areosmith i Pearl Jam) i nie chce kupić czegoś, co będzie tak jakby dla mnie :D.


Komentarze do notki “Genesis - Live at Wembley Stadium”

  1. mleczarz 

    No to od Genesis to tylko krok do Petera Gabriela. Może tym powinniście sie zainteresować?

  2. Reinmar 

    Przecież dobrze wiesz, że słucham Petera Gabriela :)
    On też był w planach, bo to nastepny perkusista Genesis, tylko moja mama twierdziła, że nie potrafił zrobić takiego show jak Collins.

    Na dodatek jak bym kupował Gabriela, to musiał bym kupić np. Growing Up. Osobiście bardzo lubie, ale mój tata woli Genesis.

  3. g. 

    Pink Floyd jest niesamowite, tak samo jak Genesis...
    hmm... i mój tatko też grał kiedyś na prekusji :P

  4. mleczarz 

    Ja się tak nie bawię. Dlaczego mój tato jest beztalenciem muzycznym?

  5. Reinmar 

    A słucha muzyki fajnej?

  6. mleczarz 

    W ogóle nie słucha. A jeśli już to strasznie lekki rock.

  7. Reinmar 

    To troche szkoda... Ale ważne, że Ty słuchasz :)

    U mnie za to mama w ogóle nie słucha muzyki. I tylko w przeszłości słuchała, ale myśle, że to wpływ mojego taty.

  8. Johnny 

    >On też był w planach, bo to nastepny perkusista Genesis
    Raczej poprzedni :]

    A wspomniane Land Of Confusion miałem okazję widzieć na żywo w wykonaniu ostatniego jak dotąd wokalisty Genesis, Raya Wilsona... rewelacja.

  9. Reinmar 

    A no może i poprzedni :) Wydawało mi się, że był po Collinsie :)

  10. Fipaj 

    Jeśli chodzi o Genesis, fajne są tylko Invisible Touch i I Can't Dance...
    Rzadko słucham Genesis, wolę Pink Floyd/The Beatles/Queen/The Rolling Stones ;)

  11. Marek 

    Hmmm... ja w tym roku tez kupilem ten koncert dla tata i tez na imieniny... ciekawy zbieg okolicznosci ;D

Zostaw odpowiedź