Przenosiny cz. 2

Tych co nie czytali części poprzedniej zapraszam tu:

Akt trzeci - czekanie

Tak więc od początku stycznia czekaliśmy na otwarcie Systemu, by móc złożyć podanie. Przypomnę, że za załatwianie sprawy z wiadomych względów zabraliśmy się na półtora miesiąca przed sesją. I... ku naszej niebywałej uciesze, jakoś tuż przed końcem semestru System uruchomiono. Czad po prostu.

Akt czwarty - podanie

Cóż - nie ma co marudzić, zabieramy się za wypełnianie podania. Wpisuję miasto, reszta moich danych jest. Wybieram kierunek na który chcę się przenieść. Do wyboru mam ciągi w stylu P0-W08-INF---ST-I-WRO------PWR1-DWU. Uroczo. Szukam pomocy, znajduję coś niestety i tak muszę zgadywać. Wybieram jak cytowałem, w końcu I musi oznaczać pierwszy rok. Teraz pora uzupełnić dorobek. Tutaj sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Mam przepisać wszystkie kursy (ponad 30)? Co to są te dziwaczne pola CNPS, ZZU? I które z 15 pól na kurs mam uzupełniać? Na te pytania jednak nie znajduję odpowiedzi, więc uzupełniam wszystko według uznania. I tak przepisanie indeksu zabiera mi ponad 2h.

Wypada mi jeszcze sparować kursy, jednak dla IZetu pojawiają mi się jakieś dziwactwa, których wiem, że nie mieli. Uznaję to za błąd systemu i umawiam się ze znajomym przy dziekanacie dnia następnego.

Akt piąty - podanie drugie

Jako że już blisko sesji, wystajemy godzinkę pod dziekanatem. Poraża nas jednak kultura ludzi. I tu pora na dygresję o kolejkach na Elektronice.

Otóż kolejka do dziekanatu na Elektronice wygląda jak kulka plasteliny ciśnięta o ścianę. Wynika to głównie z tego, że jakiś mózg wymyślił, że do dziekanatu, gdzie jest 8 stanowisk, są jedne drzwi i do tego nieprzezroczyste. Jako że stanowiska są przydzielone do studentów na stałe, niektórzy, udając że idą do stanowiska do którego nie ma kolejki, wchodzą do środka, pomijając ogromną kolejkę stojacą pod drzwiami, po czym stają w kolejce już do określonego stanowiska. W praktyce wygląda to tak, że 10 osób stoi pod drzwiami i nie może wejść (bo są wywalani), a w środku, do interesującego ich stanowiska jest cały czas tyle samo ludzi. Nie muszę wspominać, że ja oczywiście muszę swoje sprawy załatwiać przy stanowisku do którego zawsze jest najwięcej ludzi :).

Na IZecie jednak za drzwiami jest tylko jedno okienko, więc problem nie istnieje. I tak po godzinie grzecznie odstanej w kolejce wyjaśniamy naszą sprawę bardzo przemiłej pani siedzącej w środku. Ona wpisuje moje nazwisko po czym z uśmiechem na twarzy oznajmia, że wybrałem nie ten kierunek. Z listy powinienem wybrać taki z Ii, a nie samym I. Uh - prawie bym się przeniósł na nieistniejący kierunek. Cóż za ulga. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że należy wpisać tylko wiodące kursy.

Myśląc że wiemy już wszystko spieszymy do jakiegoś wygodnego miejsca, aby usiąść i ponownie uzupełnić podanie. Wpisałem miasto, wybrałem dobry kierunek, zacząłem uzupełniać kursy, po czym chciałem je sparować. Uh... Znowu fail - nie wiem które z którymi połączyć (mniejsza z tym dlaczego). No to do dziekanatu.

Tym razem już bez kolejki wchodzimy do środka. Pani cieszy się niezmiernie że widzi nas ponownie jeszcze tego samego dnia. Patrzy na nasze podania u siebie w systemie, po czym stwierdza, że System nas pokonał i musi to zrobić za nas. No dobrze - klikamy opcję "przekaż" przy podaniu i zostawiamy to Pani.

Akt szósty - podanie trzecie

Po dwóch dniach patrzę na status swojej sprawy, który zmienia się z "złożona" na "odrzucona". Odrzucona przez dziekana, powód "nie uzup. sem. real.". Patrzę w system na swoje kursy... Nie ma pola od którego skrót mógłby tak wyglądać. Domyślam się jednak, że dziekan oczywiście widzi inne nazwy pól u siebie. Kolega po wizycie w dziekanacie potwierdza moje przypuszczenia i już wiemy co trzeba douzupełnić. No to jeszcze raz - 1h na uzupełnienie podania. Przy okazji wychodzi, że kiedy uzupełnia się te pole, system zapomina kilka innych (z losową jednak częstotliwością). Podanie złożone, wydrukowane, zaniesione, zatwierdzone. A nie - nie tak szybko, Panie Piotrze. Okazuje się, że pismo pt. "różnice programowe" które musieliśmy zanieść wczęsniej do dziekana nie ma podpisu, bo to co na nim widnieje, to jakieś gryzmoły. Uroczo - 2h w kolejce i mam podpis. No to teraz czekam.

Po trzech dniach sprawa zmienia status ze "złożona" na "do rozpatrzenia". Już się cieszę, że coś poszło o krok dalej niż ostatnio. Kawałek niżej jednak widnieje status "brak decyzji", a jeszcze w jednym miejscu "decyzja prawomocna: tak". Eee... no jasne. U kolegi to samo. Postanawiamy jeszcze poczekać.

Tutaj dygresja apropo zapisów na Elektronice, które wypadły właśnie w tym momencie. Jako że nie wiedziałem, czy całą sprawę uda mi się pozytywnie załatwić postanowiłem się zapisać na zajęcia, normalnie jakbym dalej studiował.

A po tygodniu postanawiamy zajrzeć do dziekanatu w sprawie naszych podań.

Akt siódmy - indeksik

Wystajemy znowu swoje w kolecje. W środku już o nas zapomniano, więc grzecznie tłumaczymy z czym przychodzimy. Pani zagląda do podania kolegi i okazuje się, że dobrze że przyszliśmy. Podczas przerabiania podania system wygenerował błąd i podanie zostało zapomniane. A skąd status "do rozpatrzenia"? Tego nie udaje nam się dowiedzieć. "Klik" i podanie kolegi tym razem przechodzi - super, witamy Pana na naszym wydziale. Teraz pora na moje podanie. "Klik" - u Pana jest błąd. Musi Pan mieć przepisane wszystkie oceny do indeksu elektronicznego. Że co? Kolega nie ma, a jemu przeszło, dlaczego? Trzy razy spytałem i dowiedziałem się tylko, że ja muszę. Pani niestety teraz nie była tak miła, bo dorwała administratora Systemu i mu nawymyślała.

Wychodzę zniesmaczony, bo do tej pory moim prowadzącym udało się do tegoż indeksu (części Systemu) przepisać aż 3 oceny. Na 20... Że niby mam ich teraz do tego zmusić? No nic - łudzę się, że może ktoś to odgórnie zrobić. Idę do swojego dziekanatu - półtorej godziny w kolejeczce i dowiaduję się, że nie, nie ma takiej osoby. Idę jeszcze do sekcji informatycznej, gdzie od znajomego słyszę to samo. SUPER! Przy okazji dowiaduję się, że prowadzący mieli już jeden termin na załatwienie sprawy, ale prawie nikt tego nie zrobił, więc przedłużono im go do 7mego marca. Ekstra - na IZecie mam czas na załatwienie wszystkiego do 10tego. I jakoś nie wierzę, żeby wszyscy tego 7mego dotrzymali. Jedna osoba mnie oleje, zniknie na tydzień i nici z przenosiń.

Co więcej - abym mógł spokojnie popracować, jedyną alternatywą dla przeniesienia się jest wzięcie dziekanki. Na to termin też mam do 10tego marca. Więc jedna rzecz się przedłuży, a będę musiał normalnie studiować. Uroczo. Półtora miesiąca zabawy i nic nie załatwię.

Tak na koniec dzisiejszej części jeszcze krótko o wypełnianiu podania o urlop dziekański. Oczywiście wszystko w Systemie. Do uzupełnienia początkowy semestr urlopu i końcowy semestr urlopu. Niby wszystko jasne, ale zaraz - jak biorę urlop na jeden semestr to co wpisuję w końcowym? Ten sam co początkowy, czy następny? Nie dowiem się niestety metodą prób i błędów, bo System zezwoli nawet na wzięcie dziekanki rok temu i co więcej - nawet na wzięcie dziekanki cofającej - gdzie start > koniec ;).

Akt ósmy - pewna informacja

Część trzecia już za czas z góry nieokreślony :)


Komentarze do notki “Przenosiny cz. 2”

  1. Igor 

    No to czkeam na część trzecią. Bo późniejsze wpisy to siakies takie techniczne., Po tych pierwszych dwóch po rekatywacji miałem nadzieje na cos ciekawego :P

Zostaw odpowiedź