Przenosiny

Żyję.

To zdanie (albo raczej, jeśli dobrze pamiętam z liceum, jego równoważnik) jest dla mnie zdaniem przełomowym, bo nie udało mi się opublikować żadnego wpisu od października 2006. Co oznacza skromną, ponaddwuletnią przerwę i moją pozorną śmierć (nawet w mych oczach). Ale nic to - o tym (tzn. o powodach) kiedy indziej (bo pisać mam zamiar więcej), a teraz na temat.

Prolog

Na wstępie wypada mi przedstawić sytuację w jakiej znajdowałem się na początku całego dramatu (ma prolog i akty, to prawie jak dramat ;P - tylko chóru brakuje ;)

W roku pańskim 2007 zacząłem studia na Wydziale Elektroniki Politechniki Wrocławskiej, kierunek Informatyka. W teorii wymarzone - informatyczne, próg najwyższy i... i to chyba wszystko czym się kierowałem. A szkoda.

W roku pańskim 2008, w miesiącu styczniu, później lutym, później lipcu - mówiąc wprost - od prawie samego początku pierwszego roku - narzekałem. Studia informatyczne okazały się być matematyczno-elektronicznymi i o ile to pierwsze nie dziwi na pierwszym roku, a drugie też nie dużo mniej, to miałem obawy czy nie będzie tak do końca. Jednak na obawach się skończyło i zostałem na Wydziale Elektroniki.

W grudniu roku 2008 zapadła jednak decyzja - chcę się przenieść. Do wyboru miałem jeszcze dwie informatyki na PWR. Jedną na IZecie, a drugą na PPTcie. Wybór padł na IZet.

Cały obszerny wstęp dopełnia informacja o tym, że z semetru 4tego planowałem się przenieść na semestr drugi. Cała zabawa po to, abym mógł trochę więcej poświęcić się pracy przez następny rok (większość kursów zostanie mi mam nadzieję przepisana).

Akt pierwszy - rozpoczynamy

Pierwszym krokiem było powiadomienie rodziców - ok - podołali :). Drugim - znajomych i tu niespodzianka - jeden z moich lepszych kumpli jeszcze z czasów gimnazjum też chce się przenieść (kierunek macierzysty: AiR na EKA). Informacja ta dodała mi otuchy, bo to zawsze łatwiej.

Krokiem następnym była wizyta u bardzo zachwalanego przez znajomych z IZetu dziekana do spraw dydaktycznych - dr. Janusza Martana. Pierwszy raz byliśmy u niego jakoś na początku stycznia i datę tę można uznać za początek procesu Przenosin. Proces rozpoczęliśmy tak wcześniej (sesja od połowy lutego), aby przed sesją wszystko załatwić - wiadomo - kilometrowe kolejki, itd. Dziekan rzeczywiście okazał się być bardzo miłym i konkretnym człowiekiem. Wszystko (a przynajmniej tak się nam zdawało) nam wytłumaczył. Plan miał wyglądać następująco:

  1. Tworzymy i przynosimy "różnice programowe" - tabelkę kursów które nam się pokrywają,
  2. Czekamy na otwarcieu elektronicznego, internetowego systemu EdukacjaCL,
  3. Składamy podanie o przeniesienie,
  4. Przynosimy wydrukowane podanie (sic! - jest przecież w systemie),
  5. Dziekan akceptuje, bo czemu by nie,
  6. Hurraa!! krzyczymy i idziemy się nawalić jak zwierzęta. Tfu... studenci.

Nic prostszego, prawda? :) Ja nie byłem tak optymistycznie nastawiony, a to dlatego...

Akt drugi - System

Od początku kiedy mówiłem znajomym o przenosinach, ci ostrzegali mnie przed Systemem. System ów zwany pieszczotliwie Edukacją jest (a w zasadzie miał być) elektronicznym dziekanatem, a także systemem rekrutacyjnym i czym tam jeszcze. Nas interesowało to pierwsze. Politechnika wdraża go z oporami od niepamiętnych czasów, a teraz - w przerwie zimowej (nigdy nie pojmę dlaczego zimowej, a nie 5x dłuższej letniej :O?!?!) postanowiła wprowadzić go metodą małych kroczków - kroczków kangura giganta. Od teraz - wszystko co chcecie załatwiać w dziekanacie drodzy studenci możecie załatwić w portalu... po czym musicie to do nas przynieść i tak. Aha - to nic że w systemie nie ma jeszcze tego podania - złożysz je za pół roku. Czasy załatwiania spraw oczywiście się skrócą, pół roku temu znajomy przeniósł się w dwa dni, a my na pewno załatwimy to szybciej.

Sam System tworzony jest przez notowaną na giełdzie spółkę Sygnity SA (gdzie pewnie pracuje setka mściwych, byłych studentów Politechniki ;)). System jest bardzo sprawny - prawie jak Windows - uważaj co robisz, bo każda źle podjęta decyzja oznacza nieodwracalne w skutkach błędy. I tak - nie cofaj się do poprzedniej strony, bo dostaniesz komunikat o błędzie. Uzupełnij każde wymagane pole w podaniu zgodnie z przeznaczeniem. Niestety to które pola są wymagane oraz to jakie jest ich przeznaczenie miej lub bardziej jasne jest... Ee... Nie wiem - tego nie wie nikt. Od pań w dziekanatach, po dziekanów oraz po dokumentację systemu, która nie istnieje (piszę to z premedytacją, bo poradnik dla samobójców który jest dostępny raczaj się nie przydaje).

Itd., itd... mógłbym marudzić dalej, ale ważne jest tylko to, że wiedziałem, że muszę wypełnić wszystko co wymagane, a jak o czymś zapomnę/pomylę się/nie będę wiedział, to dowiem się o tym jak będę całe podanie (2h pracy) uzupełniać ponownie, bo nie da się podania cofnąć i douzupełnić.

Akt trzeci - czekanie

Był początek stycznia kiedy zaczęliśmy czekać na otwarcie systemu... już jutro :)


Komentarze do notki “Przenosiny”

  1. torero 

    > Żyję.

    > To zdanie (albo raczej, jeśli dobrze pamiętam z liceum, jego równoważnik) jest dla mnie zdaniem przełomowym (...)

    Zabij swojego polonistę. To nie jest równoważnik zdania :)

  2. Reinmar 

    A... bo mam tu orzeczenie :> Pamięć zawodna jest. Polonista raczej dobrze nauczył ;)

  3. vasq 

    Nastepnym razem upnij sie w bombe (Wiesz, jak na filmach z usa. Klata w dynamicie) Nie ma bata, potraktuja Cie powaznie;-)

  4. olek 

    Cześć, jestem Olek i lubię czytać.

  5. mcv 

    Fajny tytuł joga. Zią!

  6. budka 

    Zaczeło się od polonistycznego trzesienia ziemi a potem napiecie wzrastalo;)

Zostaw odpowiedź