W zeszły czwartek (tj. 12 listopada) odbyła się Wrocławska część WUD Tour, na której miałem przyjemność być. Nawiasem mówiąc była to pierwsza konferencja poświęcona usability, na którą dotarłem, bo naście poprzednich albo przegapiłem, albo z przyczyn niezależnych dotrzeć nie mogłem. Tym razem też nie było idealnie, bo po kilku pierwszych prezentacjach musiałem udać się na zajęcia.
Wprowadzenie do tematyki usability- nic szczególnego, ani tym bardziej zaskakującego - raczej dla tych, którzy pomylili salę i potrzebowali wprowadzenia od zera.
Akcelerator Designu- prezentacja pracowników Urzędu Miasta Wrocławia dotycząca inicjatywy mającej na celu promowanie idei wzornictwa przemysłowego i użyteczności wśród przedsiębiorców (itd., itd.). Temat póki co mnie nie prawie nie dotyczący, więc było trochę nudno. Sytuację poprawił dopiero trzeci z prowadzących będący z pochodzenia Włochem, który swoją łamaną polszczyzną bardzo zgrabnie przedstawił nam pewnego włoskiego designera. Kto był ten wie o czym mówię ;D
Co chcą zobaczyć klienci sklepów elektronicznych?- O tej prezentacji za chwilę. W skrócie powiem tylko, że była całkiem ciekawa i tak "politechnikowo" przedstawiona :P
Możliwość używania- drugi biegun względem poprzedniej ekipy (prosta graficznie prezentacja, ale ładnie opracowana typograficznie versus prezentacja "specyfikacyjna" :). Prelekcja przeprowadzona przez Krzysztofa Kubaska - pracownika ASP i projektanta wzornictwa zawodu, dotycząca łączenia użyteczności z designem. Krzysztof z powodzeniem pokazywał, że te dwie rzeczy mogą iść ze sobą w parze i współpraca designera z inżynierem jest jedną z podstaw dobrego produktu. Przy okazji pokazał kilka przykładów zabawnie zaprojektowanych przedmiotów codziennego użytku, jak np. widelec w kształcie samolotu (leci samolocik... AM! :P), czy kubków z dziobami/pyskami zwierząt. Krzysztof zrobił dobre wrażenie i myślę, że taki był główny cel tej prezentacji. Według mojej spiskowej teorii - śmiech -> dobre wrażenie -> więcej klientów ;). Zwróciłem też uwagę, że specjalistów od usability uważa za informatyków. Ciekawe :)
Później niestety musiałem już sobie iść. Najciekawsze prelekcje opuściłem i czekam z niecierpliwością na video z konferencji.
Wracając do prelekcji dotyczącej sklepów internetowych. Marcin Kuliński przedstawił nam narzędzie służące do badania preferencji użytkowników dotyczących rozmieszczenia elementów interfejsów (w tym przypadku sklepów internetowych). Narzędzie to składało się z dwóch części - pierwszej - bardzo prostej, pozwalajacej za pomocą drag&dropa zaprojektować z dostępnych elementów własny interfejs. Druga służyła do przeglądania wyników tego badania. Nie pamiętam wszystkich funkcji tego narzędzia, ale na pewno można było filtrować badanych, porównywać wyniki dla grup, itd.
Drugą część prezentacji prowadziła Katarzyna Jach, która przedstawiła wyniki badań na grupie, jeśli dobrze pamiętam, 500 studentów IZetu. Zostali oni zapytani gdzie umieściliby przedstawione im elementy interfejsu. Dla każdego z predefioniowanych elementów serwisu (logo, kategorie, zdjęcie produktu, itd) zobaczyliśmy "mapę cieplną" gdzie badani widzieli tę funkcjonalność. Wyników nie pamiętam i nie udało mi się ich znaleźć. Dotarłem tylko do screenów i dema aplikacji nazwanej pieszczotliwie microSzu.
Na zakończenie z sali padły dwa pytania. Jedno dotyczyło tego po co powstała ten system skoro można przeprowadzić testy A/B przy pomocy Google Website Optimizera (który jest bezpłatny, w przeciwieństwie do microSzu). Dla mnie odpowiedź jest oczywista (a pytanie bez sensu) - testy A/B pozwalają nam jedynie udoskonalać istniejącą już stronę i tylko element po elemencie. Wcześniej trzeba przecież tę stronę zaprojektować, czyli między innymi rozmieścić na niej elementy interfejsu. Badanie przeprowadzone przez microSzu pozwala nam na optymalne dla użytkowników zaprojektowanie strony. No właśnie - czy na pewno optymalne?
Tego dotyczyło kolejne pytanie, a w zasadzie stwierdzenie - "użytkownik nie jest dobrym projektantem"
. W pierwszym momencie stwierdziłem, że i to pytanie jest bez sensu. Nie dajemy przecież użytkownikowi projektować, tylko badamy jego preferencje. To przecież część UCD. Później (między innymi po przeczytaniu relacji Agnieszki Matysiak-Szóstek, której prelekcji nie widziałem, czego bardzo żałuję) zacząłem się zastanawiać, czy na pewno mam rację. W końcu badanie polegało nie tylko na odpowiedzi na pytanie gdzie szukałaby Pani/Pan listy kategorii?
, ale na zaprojektowaniu całej strony na raz, czyli zmierzeniu się np. z problemem - ten róg mam już zajęty, gdzie ja teraz ciapnę to to?
.
Myślę, że właśnie w treści pytania i zadaniu do wykonania leży cały problem. Gdyby udało się uzyskać od badanego wszystkie informacje, bez zmierzenia go z problemem całej strony jednocześnie, to uzyskane dane byłyby bardzo przydatne. Możnaby stworzyć proste wytyczne, w którym miejscu (bądź miejscach) możemy umieścić dany element by był łatwo znajdowalny (jeśli chodzi o region, bo pozostają użyte nazwy, czy kolor/wielkość/etc.) przez użytkownika. I nie musi to od razu ograniczać inwencji i talentu projektanta, który może zawsze zaryzykować jakąś zmianę względem szablonu. To jest tylko propozycja, a czy skorzystam, to zależy np. od ilości czasu jaką mogę projektowaniu poświęcić.
Tak przynajmniej myślę ja u początków mojej przygody z użytecznością :)
Przygoda z użytecznością ma jedną poważną wadę: 95% klientów nie chce o niej słyszeć, chcą flaszyka, muzyczkę i zdjecie laski w bieliźnie na pół ekranu.
Dla mnie wyglądało to tak (ten etap życia mam już za sobą), że im więcej na ten temat wiedziałem, tym tylko więcej miałem frustracji przy normalnych zleceniach :D
Na szczęście od kiedy wyjechałeś z Polski dużo się zmieniło w tej materii ;) Część klientów nadal WieLepiej, ale jeśli są kompletnie niereformowalni, to im się odwala to co se wymyślili, a skupia się uwagę na tych sensowniejszych.
W każdym razie - ostatnie lata to spora zmiana. Użyteczność stała się wręcz modna ;)
Ja bym posunęła tę dyskusję o użytkowniku jako projektancie jeszcze dalej. Użytkownicy w większości przypadków nie są w stanie wyobrazić sobie rozwiązań innowacyjnych. Z reguły opierają się na obserwowaniu i replikowaniu elementów świata, który jest im znany. Co nie oznacza, że dotychczasowe rozwiązania były optymalne. Użytkowników warto słuchać, bo wiedzą (najczęściej:), co im doskwiera, czyli gdzie mozna wprowadzić poprawki. Ale samo projektowanie powinno sie pozostawić, tym, którzy są w nim fachowcami. Dlatego rozpoczęłam swoja prezentację stwierdzeniem Henrego Forda, że "Gdyby ludzi zapytać, czego by chcieli powiedzieliby, że chcą szybsze konie":)
Nie miałem na myśli tego, że użytkownik będzie potrafił odpowiedzieć jak byłoby najlepiej. Nie da się ukryć, że w swojej odpowiedzi będzie bazował na swoich doświadczeniach, ale tylko nieświadomie. Ważne żeby świadomym był projektant.
Najlepiej dla innowacyjności jest kiedy zaczynamy od zera, wyrzucając z głowy wszelkie schematy. Jednak mimo wszystko trzymałbym się tego, że wyniki tych badań byłyby ciekawe i przydatne. Projektując strony nie za każdym razem mamy czas na innowacyjne podejście, pieniądze na testy, itd, itp. Wydaje mi się, że sytuacja kiedy możemy się skupić na szczegółach, mając już ramy interfejsu to dla wielu projektów klucz do utrzymania się w ramach finansowych :)
Nie mam tylko pojęcia dla kogo ten MicroSzu jest. Wspominali, że chcieliby go sprzedać, ale kto miałby stać się ich klientem i dlaczego to nie wiem.
Co do cytatów :P "Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi." Einstein