Minął już zdecydowanie ponad miesiąc od kiedy "wydłużyłem sobie dobę", pora więc na jakieś podsumowanie.
Pierwsza rzecz o której wypada mi wspomnieć, to to, że udało mi się utrzymać zmianę w swoim dobowym grafiku. Poniedziałek, wtorek i czasami środa stawiam się w pracy na 7:00-7:15, co uważam za swój spory sukces. Szczególnie teraz, w tym burym okresie, daje mi to kopa, bo więcej czasu działam przy świetle dziennym. Muszę przyznać, że nie było dla mnie w święta nic gorszego, niż wstać o 14stej i do końca dnia nic nie robić, bo "przecież już wieczór, ciemno i w ogóle". No ale właśnie - przechodzimy do porażki.
Porażką jest absolutny brak zmian w pozostałych dniach tygodnia i dniach świątecznych. Ciągle wstaję pomiędzy 9tą - 12stą, ekstremalnie 14stą. Spowodowane jest to tym, że chodzę późno spać, bo godziny 0:00 - 2:00 to dla mnie wciąż najproduktywniejszy okres. Ucisza się komunikator, ucisza się dom, mam święty spokój i mogę spokojnie skończyć to co danego dnia zacząłem robić.
Plan na najbliższy miesiąc, który akurat będzie miesiącem kolokwiów, jest taki aby trochę ograniczyć czas kiedy mam włączony komunikator. Blip, mimo swoich niewątpliwych zalet, ma jednak też poważną wadę - rozprasza. Zobaczymy jak zadziała metoda nie wprost :).
PS. wziąłem się ostatnio na poważnie, za projekt, który wisiałem koledze. Oznacza to, że pisać będę raczej rzadko. Trzeba zakończyć kiedyś tę otwartą pętlę :)
Powodzenia, ja też jestem na etapie 'zmniejszania rozpraszania'.
Zauwazylem, ze robiac cos co mnie srednio rajcuje, notorycznie skacze z jednego zajecia na 2gie, zamiast porzadnie skupic sie i zrobic wszystkie po kolei, co zajeloby znacznie mniej czasu...