Dlaczego iPhone też już ssie?

30 komentarzy

Ślimak Opublikowane na licencji CC przez Roberta Thomsona.

Tytułem tym chciałem nawiązać do ubiegłotygodniowego wpisu Dlaczego frameworki CSS ssą?. Niech tradycją się stanie, że kiedy używam słowa "ssać" to chcę coś nieobiektywnie pojechać. Piszę "nieobiektywnie", żeby mnie ktoś znowu nie próbował przekonać, że wpis ten w mych oczach miał pretendować do bycia obiektywnym. Nie — to jest blog i publikuję tu moje odczucia, a nie badania naukowe (które notabene, po wpadce klimatologów, wiemy już jak są prowadzone).

Wpis ten zacząłem pisać wczoraj wieczorem, jeszcze zanim miałem okazję przeżyć dzisiejsze przygody (które wymieniam na liście). Tak więc czara goryczy przelała się już wcześniej, a to co stało się dzisiaj tylko mnie przekonało, że bardzo chcę opublikować ten tekst.

Żeby było jasne — iPhone (wersja 3G) jest oryginalny, zakupiony w Erze półtora roku temu, nigdy nie jailbrake'owany, nigdy nie przytrafiło mu się też nic strasznego. Windows do którego go podłączam włączany jest tylko w celu synchronizacji telefonu z iTunesem, bądź odpalenia kilku gier (kupionych w sklepie, nie ściąganych). Można więc przyjąć, że jest w miarę czysty.

Co przydarzyło mi się dzisiaj:

  • dwukrotnie miałem już następującą sytuację — iPhone staje się trochę niestabilny (coś tam pada, coś tam laguje), postanawiam więc go wyłączyć i włączyć — wiadomo, że czasami dobrze jest odśmiecić pamięć. Wyłączam iPhone'a, włączam... nie — nie włączam — słodki ekran z jabłuszkiem zawisa na czas nieskończony (ostatnio jak zawisł mi przed seansem w kinie, to po seansie nadal się włączał). Wtedy trzeba pokombinować jakoś żeby go na twardo zresetować, ale stop — nie da się do cholery wyciągnąć baterii. Wciskam więc wszystkie jego dwa klawisze i za którymś razem (żeby nie było zbyt prosto — kilka razy mogę dusić te przyciski po kilka minut i nie ma reakcji) udaje mi się go wyłączyć. Ponowna próba włączenia kończy się sukcesem, o ile sukcesem można nazwać stan, w którym przestają działać wszystkie doinstalowane aplikacje i wymagana jest synchronizacja z iTunesem,
  • tak jak pisałem — sytuacja ta przytrafiła mi się dwukrotnie. Za pierwszym razem udało mi się przy pomocy iTunesa przywrócić słuchawkę do normalnego stanu. Dzisiaj jednak czterokrotnie już zawiesił mi się iTunes, wgrywanie nowego softu na telefon zostało przerwane, później synchronizacja, później nie udało mi się w 100% przywrócić iPhone'a z kopii zapasowej (to po kiego grzyba ta urocza, trwająca wieki synchronizacja przy każdym podłączeniu do komputera?). W skrócie — telefon po kilku godzinach działa, ale nie mogę wgrać na niego muzyki, bo po 3 minutach od podłączenia i rozpoczęcia synchronizacji iTunes nagle stwierdza, że jednak dzisiaj nie ma na nią siły i bez jakiegokolwiek komunikatu kończy (nie powiadamiając o tym iPhone'a) synchronizację,

To wszystko zabolało mnie jednak w głównej mierze dzisiaj. Poprzednia akcja ze zwiechą podczas włączania telefonu zakończyła się udaną synchronizacją i przywróceniem akceptowalnego stanu. Tak więc co natchnęło mnie wczoraj do rozpoczęcia pisania tego wpisu?

  • ten sprzęt jest niemożliwie, czasami aż do bólu groteskowo wolny,
  • na początek, przez pierwszy rok (to tak jak w małżeństwie ;), było naprawdę spoko — nie miałem telefonowi nic do zarzucenia. Jednak po każdym upgradzie softu system staje się wolniejszy. Najgorzej było kiedy dziadek Dżobs postanowił wypuścić iPhone'a 3GS — wtedy odczułem bardzo duży spadek wydajności. Jeśli dziadunio myśli, że nakłoni mnie tym do kupienia jego młodszego dziecka, to grubo się myli — nie cierpię takiego cwaniactwa,
  • wyciszenie iPhone'a czasami trwa ponad 4s — mam na myśli czas od zmiany ustawienia suwaka do jakiejkolwiek reakcji telefonu (wibracja, ekran),
  • odblokowanie iPhone'a (takie codzienne — z trybu uśpienia) czasami trwa ponad 10s — najpierw trzeba poczekać aż pojawi się suwak, później aż zareaguje na ruch palca, później pojawia się klawiatura, która też potrzebuje czasu żeby sobie przypomnieć, że jest klikalna, a na koniec ikonki, które muszą sobie wyskoczyć z wszystkich rogów ekranu, zamiast po ludzku się pokazać,
  • włączenie smsów, książki kontaktowej, ostatnich telefonów, czy listy alarmów... nawet nie chce mi się myśleć ile to potrafi zabrać czasu, ale i tak wielcy jabłkowi programiści "zoptymalizowali" te programy, bo było gorzej,
  • iPhone lubi sobie co jakiś czas (tak raz na miesiąc) zgubić sieć — czasem podczas rozmowy, czasem podczas stanu uśpienia,
  • czasem ten stan zgubienia sieci zamienia się w stan niemożliwości dodzwonienia się do mnie i zadzwonienia ode mnie (operator się buntuje) przez dłuższy czas,
  • paczka z iTunesem ma 90MB. Co oni tam za przeproszeniem ładują? Zestaw animowanych emotek w formacie 128px na 128px na każdą porę dnia i nocy?,
  • Synchronizacja trwa pół godziny (fakt faktem, że robię ją rzadko),
  • iTunes jest niestabilny, nieużyteczny, ekstremalnie powolny, zasobożerny (wolę słuchać muzyki z Youtube'a — mniej ciągnie z proca) i nie rozumie oggów. Na dodatek zamiast napisać, że coś mu się nie podoba, że czegoś nie może znaleźć, czy że ma zły dzień, to milczy,

Wszystko to co mnie irytuje w tym telefonie nie zmienia jednak jednego — Apple ma niesamowitych projektantów interfejsów. Kiedy wreszcie pozbędę się tego bezużytecznego narzędzia, to nie sądzę żebym w jakimkolwiek innym systemie czuł się tak dobrze. Szkoda.

Powstrzymałem się w tym tekście od użycia naprawdę wielu brzydkich wyrazów, więc na koniec tylko podsumuję całą sytuację — kurwa, nigdy więcej sprzętu, którego nazwa zaczyna się od "ip".

Ciekawy jestem czy tylko ja mam takie problemy z tym telefonem. Przeszło mi rzecz jasna przez myśl, że słuchawka może być uszkodzona. Wolę jednak wierzyć, że pozostali też mają problemy, ale boją się to przyznać, bo przecież tak kiedyś zachwalali iPhone'a ;). Szkoda tylko, że kiedyś to był naprawdę fajny sprzęt.

Wybiła 15stka

17 komentarzy

Od teraz KK pozwala mi się żenić bez zgody rodziców, wpuszczą mnie wreszcie do niektórych pubów i w ogóle :P Teraz dopiero czuję się dorosły. No i w końcu to oczko — więc to musi być szczęśliwy rok.

O tym jak wydłużyłem sobie dobę (cz. 2)

1 komentarz

Minął już zdecydowanie ponad miesiąc od kiedy "wydłużyłem sobie dobę", pora więc na jakieś podsumowanie.

Pierwsza rzecz o której wypada mi wspomnieć, to to, że udało mi się utrzymać zmianę w swoim dobowym grafiku. Poniedziałek, wtorek i czasami środa stawiam się w pracy na 7:00-7:15, co uważam za swój spory sukces. Szczególnie teraz, w tym burym okresie, daje mi to kopa, bo więcej czasu działam przy świetle dziennym. Muszę przyznać, że nie było dla mnie w święta nic gorszego, niż wstać o 14stej i do końca dnia nic nie robić, bo "przecież już wieczór, ciemno i w ogóle". No ale właśnie - przechodzimy do porażki.

Porażką jest absolutny brak zmian w pozostałych dniach tygodnia i dniach świątecznych. Ciągle wstaję pomiędzy 9tą - 12stą, ekstremalnie 14stą. Spowodowane jest to tym, że chodzę późno spać, bo godziny 0:00 - 2:00 to dla mnie wciąż najproduktywniejszy okres. Ucisza się komunikator, ucisza się dom, mam święty spokój i mogę spokojnie skończyć to co danego dnia zacząłem robić.

Plan na najbliższy miesiąc, który akurat będzie miesiącem kolokwiów, jest taki aby trochę ograniczyć czas kiedy mam włączony komunikator. Blip, mimo swoich niewątpliwych zalet, ma jednak też poważną wadę - rozprasza. Zobaczymy jak zadziała metoda nie wprost :).

PS. wziąłem się ostatnio na poważnie, za projekt, który wisiałem koledze. Oznacza to, że pisać będę raczej rzadko. Trzeba zakończyć kiedyś tę otwartą pętlę :)

O tym jak wydłużyłem sobie dobę

7 komentarzy

Tym razem będzie krótko i o życiu.

Do niedawna mój przykładowy dzień wyglądał tak:

  1. 8:30-9:00 pobudka
  2. 10:00 pojawiam się w pracy (albo zasiadam do niej w domu)
  3. 16:00-17:00 kończę robotę (tak - to nie 8h; pracuję na 1/2 etatu, a w pracy jestem 3dni/tyg.)
  4. 18:00 po godzinnym staniu w korkach jestem w domu
  5. 19:00 zjadłem, odpocząłem, mogę zabrać się do pracy i biegania
  6. 2:00 damn - pora iść spać - nie za dużo tego czasu miałem

Dało się tak żyć w lecie. Teraz niestety prawie całą moją dobę było ciemno za oknem, co zaczęło dodatkowo działać depresyjnie. Do tego stałem sobie codziennie w pięknych koreczkach tracąc dodatkowe godziny doby i denerwując się, co działa demotywująco.

Zmiana

Całkiem przez przypadek założyłem się z siostrą, że wyjdę z domu przed nią (czyli przed ok. 8:00). Budziki nastawiłem już od 6:20, bo potrzebuję minimum pięciu żeby się obudzić. Fartem - złapał mnie już pierwszy i... pierwszy raz od... uh - roku? dwóch? wyszedłem z domu o 6:50. I mój dzień wyglądał tak:

  1. 7:10 w pracy - korków jeszcze nie było
  2. 15:00 wychodzę - zrobiłem całe 8h, więc jeden z 3 dni roboczych będę miał luźny. Dodatkowo widziałem wschód słońca, skończyłem jak ciągle było jasno na dworze
  3. 15:20 w domu - koreczków nie było, wróciłem ekspresowo
  4. 16:20 kończę bieganie - wreszcie udało mi się pobiegać przy świetle dziennym
  5. 17:20 zabieram się do pracy, nauki, itd.
  6. 1:00 już zasypiam, żeby następnego dnia powtórzyć historię

I tak żyłem przez kilka dni. Efekt niesamowity. Zrobiłem rzeczy, które wcześniej zajęłyby mi kilka tygodni. Dodatkowo psychika lepiej znosi zimę, bo nie przesypiam połowy dnia. No i w jeden z 3 dni pracuję tylko 4h.

Co dalej?

Co prawda dzisiaj (co widać po godzinie) idę spać późno, ale to wypadek przy pracy. Zamierzam i tak wstać o 7:00, bo najważniejsze, to wyrobić sobie nawyk. Dobranoc i życzcie mi powodzenia :)